Obrazki wędrujące

Wszystko w tym podziemnym wręcz antykwariacie osnute jest jednym słowem, którym tak często lubimy się posługiwać, gdy mamy na myśli obraz „mgły”, „półmroku”, „fantastycznych opowieści” itp. – tajemnicą. Wszystko jest tam nią oblane, wydaje mi się nawet, iż bardziej nią, niż szarawym, drażniącym oczy kurzem. Regały, ustawione w trzech rzędach, tworzą między sobą dwa wąskie korytarze, same zaś pną się ku sufitowi. Czasami zdaje mi się, że stoją tam tylko po to, by sufit ów po prostu nie runął na ziemię (choć budynek wcale nie jest taki niedomagający).

Niedawno, usadowiwszy się na wolnym taborecie w jednym z tych małych korytarzy antykwarycznych, pochwyciłam stare wydania Fotografii z lat sześćdziesiątych, a także inne magazyny i albumy fotograficzne. Takie dni, jak tamten, nazywam swoimi dniami magicznymi (można by użyć tutaj słowa „tajemniczymi” również, ale, wiadomo…).  W jednym z albumów z portretami ujrzałam fotografię dzieci kąpiących się w metalowej, dużej misce. Miska ta ustawiona była na trawie, najprawdopodobniej w ogrodzie, nad dziećmi zaś fotograf uchwycił suszącą się białą bieliznę, która w promieniach słońca i w jakości druku pozostawała wręcz białymi plamami. Dzieci na tym obrazie zwrócone były do widza (jak i fotografa w momencie fotografowania) tyłem. W dłoniach trzymały zabawki i dało się wyczuć, iż zajęte są sobą i swoim dziecięcym światem. Fotografia ta zwróciła moją uwagę ze względu na kompozycję, światło i podejście do tematu. Jednak album w całości nie wzbudził we mnie większych uczuć, zatem odłożyłam go na bok (w myśli pozostawiając jeszcze komentarz: „ech, zastanowię się…”). Zaczęłam przeglądać magazyny fotograficzne i po pewnym czasie, ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłam kąpiące się dzieci z ogródka ponownie – jednak tym razem zwrócone były do widza przodem. Fotograf nie zmienił swojej pozycji, wciąż obserwował je z tego samego miejsca. Nie pamiętam, czy fotografia ta została nadesłana do magazynu do działu opinii, czy była włączona w prezentację np. konkursową. Nie pamiętam też, jaki czas dzielił obie publikacje. Nie zapisałam tych informacji, nie kupiłam ani albumu, ani magazynu. Pozostało mi tylko wrażenie ruchu dzieci, jakby przeskakiwały  z jednej kartki papieru na drugą, zupełnie niezauważalnie, jak tylko potrafią to dzieci.

xxx

Obraz, na podstawie fotografii Marka Rondo, znaleziony w magazynie; fragment zdjęcia Moniki Filipiuk. [1]

 

Lubię przeglądać magazyny, w których prezentowane są wnętrza domów. Lubię oglądać magazyny architektoniczne i książki z prezentacją architektury. Pewnego wieczoru mama dostarczyła nam stos lektury w tym temacie, zatem przysiadłam do stołu by zapoznać się z wizualną prezentacją.

Przerzucając kolejno strony wychwytywałam interesujące mnie elementy. W pewnym momencie ujrzałam znajomy mi obraz – fotografię mojego taty. W pierwszym momencie myślałam, że została ona skopiowana i wstawiona w fotografię wnętrza. Jednak przyjrzawszy się bliżej dało się zauważyć, iż ten skopiowany obraz fotograficzny jest obrazem malarskim (płótno stojące na sztaludze), który został sfotografowany wraz z wnętrzem, w którym się znajdował. Gdy dokładnie przyjrzy się zdjęciu w magazynie i porówna z odpowiadającą mu wersją fotografii oryginalnej, można zauważyć, iż niektóre jego elementy zostały przestawione; widać także pracę pędzla w rozmalowaniu tła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Marek Rondo, bez tytułu, http://www.obiektywni.pl/galeria/fotografia-48904.php

Zabawnie jest spoglądać na reprodukcję oszukującej kopii pewnego obrazu fotograficznego, który wcześniej przekształcił zastaną rzeczywistość przez autora tejże fotografii (oryginalnego obrazu cienia wędrującego po parkingu). To, jak połamany cień cienia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Marek Rondo, bez tytułu, http://www.obiektywni.pl/galeria/fotografia-480016.php

xxx

Przypomina mi się pewien cytat z książki Johna Bergera „Sposoby widzenia”, który dotyczy swego rodzaju wędrowania pewnych obrazów:

„Wyjątkowość każdego malowidła składała się niegdyś na wyjątkowość miejsca, w którym się znajdowało. Niekiedy obraz dawał się przemieszczać. Nigdy jednak nie mógł być widziany jednocześnie w dwóch miejscach. Reprodukując obraz, aparat fotograficzny niszczy wyjątkowość jego przedstawienia. W rezultacie znaczenie obrazu się zmienia, czy też, mówiąc bardziej precyzyjnie, podlega zwielokrotnieniu i podziałowi na wiele znaczeń.

Dobrą ilustracją tego procesu jest to, co dzieje się z obrazem pokazywanym na ekranie telewizyjnym. Wkracza on wówczas do domu każdego widza. Zostaje otoczony przez jego tapetę, meble, pamiątki. Wkracza w atmosferę, jaka panuje w jego rodzinie. Staje się przedmiotem rozmowy domowników. Użycza swego znaczenia ich znaczeniu. Równocześnie wkracza do miliona innych domów i w każdym z nich oglądany jest w odmiennym kontekście. Aparat fotograficzny sprawia, że to raczej obraz podróżuje obecnie do widza niż widz do obrazu. W trakcie tych podróży znaczenie obrazu ulega zróżnicowaniu.” [2]

____________________

[1] „Wnętrza”, 2010, nr 2, s. 19.
[2] John Berger, Sposoby widzenia, Fundacja Aletheia, Warszawa 2008, s. 19-20

Ten wpis został opublikowany w kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Obrazki wędrujące

  1. Pasują mi te fotografie. Nawet bardzo. Pozdrawiam!

  2. monsoon pisze:

    ja bardzo bardzo dobrze pamiętam tę fotografię. bardzo dobrze ją pamiętam.

  3. Kamila Rondo pisze:

    Mnie też pasują te fotografie.
    I te też akurat dobrze pamiętam :-)
    Zapadają
    w pamięć.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s