PWŚCPSN 6

|
Fotografia z oknem pociągu, przez które z uporem wdziera się światło dnia. Szary, przybrudzony bok przystanął przede mną na chwilę pewnego popołudnia, przy peronie, na którym kiedyś odszedł starszy człowiek. Pamiętam jego odejście, to był ciepły, słoneczny dzień. W pośpiechu zmierzałam na pociąg, by dotrzeć na zajęcia miasto dalej. Mijałam ludzi pogrążonych we własnych myślach, z nieba ciskały dzidami promienie prażące niektóre miejsca na ciele, a gdzieś znad morza okrywał nas chłodny wiatr. Skręciłam na peron, pokonując kolejne stopnie w górę. Spokojnie, miałam jeszcze czas do przyjazdu, wdrapywałam się unosząc głowę i spoglądając na czekające sylwetki. Ale ludzie ci stali jakoś nerwowo spoglądając, trochę niewyraźni, oszołomieni, próbujący nałożyć płaszcz opanowania. Z każdym kolejnym stopniem ogarniałam wzrokiem nowe sylwetki, uważnie obserwując, czy nie jest to być może spowodowane nadjeżdżającą maszyną. Powierzchnia peronu poczęła ukazywać się bardzo powoli, być może dlatego, iż ja zwolniłam kroku. Błękitny, wysoki kasownik stał niezmiennie gdzieś po środku betonowej przystani. To tutaj kasuje się kawałki papierków, by móc przenieść się w inne miejsce możliwie jak najszybciej. Nikt nie zastanawia się, że może taka podróż okazać się czymś naprawdę wielkim. Ot, pociąg podmiejski, codzienne wsiadanie i wysiadanie. Nic wielkiego, następny środek komunikacji miejskiej. Prawie każdy ma jakiś cel – dojechać do pracy, do szkoły, na umówione spotkanie. Ale tego dnia, czubki eleganckich męskich butów wystawały spod czarnego worka, skierowane w stronę kasownika. Czas chyba trzymał mnie pod rękę, bo zwolniliśmy oboje. Obok ciemnej płachty leżała drewniana laseczka, zakręcona z jednej strony, jako uchwyt na dłoń. Nad tajemniczą nieruchomą postacią stało dwóch funkcjonariuszy. Życie codzienne, wydarzenia, zaskakują . Stawia się nas w sytuacjach, nad którymi nie zastanawiamy się na co dzień. Moja potrzeba skasowania biletu wydawała mi się w świetle zastanym iście absurdalną i pozbawioną sensu. Przecież ktoś odszedł, rozpoczął nową podróż. Nie zwracał już uwagi na zakłopotanych wokół ludzi. Zakłopotanych śmiercią, myślących o tym, że zaraz nadjedzie pociąg i uciekną przed nią, że to wszystko zostanie tutaj, na tym peronie. Ja też chciałam uciec. Obeszłam kasownik, obserwując czubki butów i stanęłam do nich tyłem. Tak, jak najprawdopodobniej on stał, zanim odszedł. Może miał jechać z kimś się spotkać, może jechał, by przejść się z kimś na spacer. Może nawet skasował bilet. Ja i czas szamotaliśmy się z pierwszym kasownikiem, jak na złość nie chcącym nas puścić. Wzięłam głęboki wdech i przysunęłam się bliżej, w końcu zapełniając papierowy bilet potrzebnymi literkami i cyferkami. Przyjechał pociąg. * Chłodne popołudnie, jeszcze drażniące słońce, to wszystko otaczało nas i zbliżało się po naszym przyjeździe z pleneru fotograficznego na mieście. Wysiedliśmy na szarym, brudnym peronie. Na tym peronie. Z drugiej strony nadjechał pociąg i stanął, by wypuścić pasażerów, zabrać następnych i pospiesznie sunąć dalej po brudno srebrnych szynach. Stałam przy błękitnym kasowniku i zobaczyłam okno, przez które rozpaczliwie przechodzą ostatnie promienie. Przedzierają się przez brud i śmiało rozglądają wokół. Bok maszyny przyozdobiony gustownie miejskim kurzem czekał. Jeszcze jedna fotografia, jeszcze to okno. Tylko szybko, bo zaraz odjedzie, bo zaraz to światło zniknie. Jest, wykadrowane, sfotografowane. Żegnamy się i rozchodzimy w obie strony do domów. Przypominam sobie film Antonioniego, „Powiększenie”, w którym bohater przedziera się przez warstwy ziarna fotograficznego, przez ten „brud”, który obraz buduje, by dojrzeć to, co ukryte było w kadrze. Coraz większe powiększenie, powiększenie, powiększenie. Odbitki przypinane obok siebie, budują nową przestrzeń, własne miasto z całą jego skomplikowaną strukturą. Czerwone światło ciemni dramatycznie pochłania szarość. Skanuję negatyw numer 257, pasek po pasku, klatka po klatce. Jest i okno ze światłem (fotografia z lewej strony nad tekstem), przytłaczająca szarość, ściekający smutek miasta. Okno zaskoczyło mnie swoją witalnością, mimo przykrej budowy kadru, mimo nacierających plam i niewiadomych kształtów. Światło żyje tam po swojemu. Otwieram zeskanowany obraz w programie graficznym, by wyretuszować kurz i ku swemu zdziwieniu odkrywam twarz, przy lewej krawędzi, tam w kawałku ciemnego okna (powiększony fragment z prawej strony nad tekstem). Starszy mężczyzna, w kapelusiku, siedział gdzieś po drugiej stronie wagonu (a może to odbicie w szybie?). Twarz, w ogóle niezauważalna przy całym kadrze. Powiększona, siedzi cicho i spokojnie czeka, aż pociąg ruszy dalej. Uśmiecham się. Znalazłam go. Niech podróżuje.
|
Kamila coś nie tak z szablonem u Ciebie? Przepraszam, że tak przyziemnie, ale źle mi się czyta ;)
Komentarz autor michkich — marzec 19, 2008 @ 5:55 pm
Z szablonem w porządku (-:
Wybrałam taki (Sandbox-10, jak to nazywają).
Tekst się trochę rozciąga i zastanawiam się nad tym, ale na razie tak surowo zostawiam (bo obrazki większe wchodzą) ;-)))
Ale popatrzę jeszcze na inne, obiecuję :->
Komentarz autor Kamila Rondo — marzec 19, 2008 @ 6:11 pm
Przerażające i magiczne.
Komentarz autor inzynier — marzec 19, 2008 @ 6:36 pm
Michu, poprawiłam szerokość tabeli - teraz powinno lepiej się ogarniać wzrokiem ;-)
Inżynierze, tak.
Komentarz autor Kamila Rondo — marzec 19, 2008 @ 6:45 pm
fajna historia
Komentarz autor mightbewrong — marzec 20, 2008 @ 10:46 przed południem
Istotnie :)
Komentarz autor michkich — marzec 25, 2008 @ 8:46 przed południem
odnoszę wrażenie jakby coś miało zaraz eksplodować z tego okna… mroczny klimat i to światło..aż pulsuje :)
Komentarz autor Sylwia Adamczuk — kwiecień 4, 2008 @ 8:54 przed południem