PWŚCPSN 3

|
W walce wręcz jest długa opowieść o kilkudziesięciu świstach i rozdzieraniu gęstego powietrza. Najpierw mozolna praca rąk w doskonaleniu wyginania nadgarstków, by kłucia odpowiedniej boleści były. Później zaś drążenie i dzielenie przestrzeni wokół w skupieniu. Jak w tangu, kiedy jednoczy się duch z duchem w tym walecznym, pełnym ekspresji tańcu. Bo cóż to, ostrze jednym, doskonałym ruchem z pochwy wyjąć i tak zatańczyć, by dźwięki jego materii wydały z siebie tylko głuchą ciszę. Jej obecność podzielić tak, by łapiąc dech w piersiach się wznoszących, równocześnie tymi kilkoma krokami unieść całe swe ciało ponad to wszystko i ująć ją, by pozostała wolna i swobodna. Spokój na krawędzi i krajobraz dla niej pokojem wahań, w którym rozgrywa się początek z końcem wraz. Wewnętrzne poszukiwania zdają się być w tym wypadku bitwą wygraną. Cicho bądź, gdy krzyczysz walcząc, bo tylko cisza takim jest uderzeniem obezwładniającym. |